
W 2010 witam i ja.
Niestety, z przyczyn od nas niezależnych i zupełnie niespodziewanych nie przywitamy wszystkich w nowym roku zapowiadaną na jutro imprezą w Huśtawce. Ta bowiem odbędzie się dopiero w ostatni piątek lutego. Zapraszamy z Grohem wtedy.
Tymczasem, żeby wprowadzić wszystkich w klimat czarnej muzyki lat 70, jaki miał dominować na imprze w Pałacu Brzozowskich, pozwolę sobie przypomnieć trzech moich ulubionych soulowych wokalistów tamtych czasów - Marvina Gaye'a, Teddy'ego Pendergrassa i Isaaca Hayes'a. Wszyscy trzej w wersjach "live".
Wszyscy trzej to soulowe seks maszyny, no nie? Stąd moje pytanie do czytelników i czytelniczek bloga: który z nich jest najbardziej męski? Z którym z nich najchętniej poszlibyście do łóżka? Którym z nich chcielibyście być?
Obdarzony delikatnym głosem Gaye? Kipiący testosteronem Pendergrass? Kryjący się za ciemnymi okularami Hayes? Który?
Odpowiedzi proszę umieszczać w komentarzach. Chyba każdy chciałby znać opinię innych w tej kwestii.
Pozdrowienia,
DJ Fil